piątek, 29 stycznia 2016

Dlaczego WARTO JEŚĆ OWSIANKĘ? Czyli niezwyczajnie o popularnym fitnessowym śniadaniu


Owsianka. Przez naszych rodziców, dziadków, babcie, ciocie wujków znienawidzona jako okropne, niesmaczne i paskudnie wyglądające śniadanie. Micha białej pulpy, która jest zdrowa (a wszyscy wiemy, że co zdrowe, jest niesmaczne!) i niby stawia na nogi na cały dzień. Dziś popularna owsianka stała się hitem i przymusowym śniadaniem każdego fitnessiaka, sportowca, wegetarianina, a coraz częściej - nawet dzieci. Przybrała ona jednak zupełnie inne oblicze, internauci prześcigują się w prezentowaniu coraz to lepszych, bardziej oryginalnych, a nawet egzotycznych pomysłów na to starodawne śniadanie, a wszystko po to, aby zachęcić jak najwięcej osób do tak zdrowego śniadania. Ale czy naprawdę warto?
Sama jestem zwolennikiem owsianek, zatem zapraszam na kilka nieco bardziej naukowych faktów o owsie.


OWIES DLA KONI!
Spotkaliście się kiedyś z takim stwierdzeniem? "Co ty jesz na śniadanie, przecież to pasza dla koni!" Pisała o tym nawet niedawno Ewa Chodakowska na swoim fb, kiedy to znajoma dowiedziawszy się, co Ewka jada na śniadanie, odpowiedziała właśnie tym stwierdzeniem. Mnie zdarzyło się usłyszeć, że to karma dla ptaków ;) Ale do rzeczy. Owies to dawniej bardzo popularne zboże, ostatnimi czasy bardzo zapomniane, ale teraz, w związku z rozwojem poglądów nt. zdrowego odżywiania, znów powraca do łask. TAK, OWIES TO PASZA DLA KONI. Wyobraźcie sobie zatem, ile siły musi drzemać w tych ziarenkach, jeśli stawia na nogi tak silne zwierzę... Nie, koń nie zjada owsianki z miodem i bananami, wystarczają mu węglowodany zawarte naturalnie w ziarnach. Podobno naukowcy stwierdzili, że te zboże wykazuje działanie podobne do opium, dlatego dodaje tak silnego kopa. Może lepiej zacząć dzień od chociażby łyżki płatków owsianych, aniżeli od kawy?

PŁATKI OWSIANE TO NIE TYLKO WĘGLOWODANY
Wartości odżywcze owsa po przetworzeniu na płatki owsiane przedstawiają się następująco:
- 13,8 g białka
- 6,6 g tłuszczu
- 62,9 g węglowodanów
- 1,7 g składników mineralnych
Szokuje Was, że płatki owsiane zawierają tłuszcz? Dlatego właśnie wartość energetyczna owsa jest tak duża. 40 % tego tłuszczu to kwas linolowy, 35 % to kwas oleinowy, a pozostałe 25 % to kwas palmitynowy. Wszystkie mają właściwości prozdrowotne, określane mianem NNKT (Niezbędne Nienasycone Kwasy Tłuszczowe), których nasz organizm nie potrafi sam wytwarzać i dla takich tłuszczy mówimy zdecydowanie tak!

PŁATKI OWSIANE DLA SERCA
Owsianka to także niezła porcja błonnika. Niezła, ponieważ owies zawiera go zdecydowanie najwięcej. W płatkach owsianych występuje tzw. beta-glukan, który "czyści żyły" ze złogów cholesterolowych, tym samym obniżając poziom "złego cholesterolu" LDL we krwi. Dzięki temu zapobiega chorobie wieńcowej i zmniejsza ryzyko zawału serca.

WĘGLE DOBRE DLA CUKRZYKÓW?
Płatki owsiane, nawet po przyrządzeniu, mają dość niski indeks glikemiczny (a dokładniej: IG płatków owsianych zależy od stopnia ich przetworzenia, czyli najniższy będą miały zwykłe, np. górskie, nieco wyższy płatki błyskawiczne, natomiast owsianki 'gotowe' w 'proszku na raz' z pewnością mają WYSOKI IG. Bądźcie ostrożni!). Wyższy IG będą miały płatki ugotowane, natomiast tylko zalane wodą nieco niższy. Pewnym natomiast jest, że owsianka to niskokaloryczne, ale pełnowartościowe danie, która zniweluje uczucie głodu. 

OWSIANKA DLA PŁUC
Naukowcy z Finlandii przeprowadzili badania i obserwacje, które pokazują, że dzieci spożywające na śniadanie owsiankę, miały aż o 64% niższe ryzyko zachorowania na choroby układu oddechowego. Im wcześniej wprowadzano do jadłospisu dzieci owsiankę, tym mniejszą skłonność do tych chorób wykazywały

MICHA PŁATKÓW OWSIANYCH ZAMIAST KOLOROWYCH IZOTONIKÓW ...
... od których niedługo wszyscy będziemy świecić! Dokładnie tak, wyobrażacie sobie, ile chemii i bardzo złożonych, skomplikowanych związków chemicznych musi być w tych cudownych napojach, żeby miały tak chwytliwy kolor? Piękny niebiańskonieieski, dojrzałotruskawkowoczerwony lub jarzeniowożółty, które same krzyczą z półek: "wypij nas! wypij nas!" ? Ale dziś nie o tym. Po treningu, zwłaszcza siłowym, naszym mięśniom potrzebne jest paliwo, aby nie doszło do "zjadania się" mięśni (to tak bardzo łopatologicznie tłumacząc...). Szczególną potreningową moc mają płatki owsiane połączone z mlekiem - pięknie odbudowują zmęczone mięśnie. Dzięki temu - na drugi dzień nie mamy zakwasów! I nie jest to efekt słabego treningu :)


To tylko kilka, wg mnie najciekawszych faktów na temat Królowej Owsianki.

Co dla Was w OWSIANCE jest najważniejsze? Dlaczego się nią zajadacie?
Pomijając te wszystkie właściwości, ja po prostu ją uwielbiam (mam kilka swoich ukochanych owsianek, które wkrótce na blogu), czuję się po tym śniadaniu jednocześnie lekka i najedzona, za 2-3 godziny zjadam właściwe śniadanie i nie mam żadnych dolegliwości żołądkowych. 

P O K O C H A J   O W S I A N K Ę ! 



środa, 6 stycznia 2016

Rafaello wersja FIT

Dziś mam dla Was superszybki, pyszny, sycący i fit przepis na kokosowy deser rafaello. Wykonanie zajmuje kilka minut, potrzeba ciut więcej cierpliwości, bo dopiero schłodzony nabiera mocy :D 

Składniki:
- kostka twarogu 250 g (u mnie półtłusty)
- 2 łyżki serka naturalnego homogenizowanego 0% 
- miarka odżywki białkowej migdałowej
- 40 g wiórków kokosowych
- orzechy nerkowca lub migdały i chipsy bananowe (udało mi się kupić chipsy bananowe w oleju kokosowym)

Twaróg rozgniatamy widelcem z serkiem i odżywką, dosypujemy wiórki kokosowe i dokładnie mieszamy. Masę można mocniej ujednolicić używając blendera, deser będzie bardziej aksamitny (ja przygotowuję go w Thermomixie). Twarogową masę przekładamy do miseczek, posypujemy orzechami i chipsami bananowymi. Deser schłodzić w lodówce przez minimum 1 godzinę. 


U mnie w połączeniu z koktajlem banan-gruszka-mleko kokosowe stworzył sodki posiłek potreningowy :) Dziś pierwszy mocniejszy trening po chorobie, choć energia mnie rozpiera, to szybko łapię zadyszkę. Zaraz wrócimy do formy ;-)











A na koniec zdjęcie z sylwestra, kiepskiej jakości, bo z fotobudki. Drogi T., żeby nie było, że to moje wymysły!


poniedziałek, 4 stycznia 2016

Fit Panna comes back.

Dzień dobry wszystkim.



Nie będę się tłumaczyć, co stało się przyczyną niepisania bloga przez ponad rok. Teraz zatęskniłam, bo lubię pisać, lubię fotografować, lubię gotować, lubię życie fit i lubię się tym dzielić, a nie lubię natomiast zaśmiecać fb codziennymi zdjęciami śniadania czy chwaleniem się kolejnymi przebiegniętymi kilometrami. Tu jest moja ma przestrzeń, która, kiedy wracam myślami do tego 2014 r., bardzo mnie motywowała, nie tylko do bycia fit, ale też do organizacji swoich dni. Ponadto siostra mojego T. w roli Mikołaja sprawiła mi taki oto prezent, myśląc, że nadal jestem wspaniałą bloggerką ;)
Dziękuję Ci M., wiedz, że przyczyniasz się do mojego twórczego powrotu na bloga i zobowiązuję Cię jednocześnie do jego śledzenia! :)






Blog będzie o moim życiu fit, o moim racjonalizmie w diecie, o tym, że można dbać o siebie jedząc wszystko, a nie tylko sałatę i olej kokosowy, będzie też o dniu, na który czekam całe życie, czyli o moim ślubie, o przygotowaniach, planach, treningach, dietach, nie tylko moich (tak, tak, ja do TEGO DNIA zamierzam osiągnąć swoją szczytową formę, od zawsze o tym marzyłam!), bo chcę przygotować też mojego T., a to duże wyzwanie. Tak, mam nadzieję Kochanie, że to czytasz ;-)

Obecnie jestem po chorobie (czyli trzecim porządnym przeziębieniu w ciągu ostatnich 3 miesięcy!!!) i czuję, że jestem słabsza. Dziś zrobiłam pierwszy bardzo delikatny trening, polegający głównie na rozciąganiu. Powoli wracam. Znacie sytuacje ze zdjęcia powyżej? ;)

Pozdrawiam Was ciepło w ten mroźny dzień ;-)
B.

czwartek, 25 września 2014

Domowe przetwory - może nie FIT, ale... ZDROWE!!!

Witajcie po długiej przerwie!
Wracam już na bloga naładowana energią i pomysłami... Nie będzie tłumaczeń (kogo to tak naprawdę interesuje), więc zaczynamy znowu jesienne blogowanie! :)


Dziś kilka słów o DOMOWYCH, pysznych, prawdziwych i niepowtarzalnych przetworach.
Dawniej w naszych domach koniec lata oraz początek jesieni oznaczały piękny, pachnący i kolorowy czas przetworów. Babcie, mamy oraz ciocie odkopywały swoje sekretne przepisy: a to na konserwową paprykę, piękne chrupiące ogórki, kompoty truskawkowe i agrestowe, powidła śliwkowe (przy których na pewno spalono niejeden garnek! Ja mam już na koncie spalone 2...), syropy malinowe na przeziębienie, żurawinę do mięsa na święta... 

Czy w Waszych domach jeszcze się o tym pamięta? Czy już naprawdę wszyscy są TAK BARDZO FIT, że gardzą owocowymi słoikami, co... mają za dużo cukru?...

U mnie w domu rokrocznie robi się masę ogórków. Mamy swój ogród i tylko szukamy pomysłów, co by można zrobić - małosolne, kiszone, konserwowe, z chilli... Zimą je posłusznie wyjadamy, a to do sałatki jarzynowej, a to do kolacji czy też do niedzielnego obiadu.


Mama i tata jeśli trafią na pyszne truskawki (albo jeśli wyjątkowo obrodzą nam nasze krzaczki) robią kompoty, dżemy i nalewki. Nie przepadam za kompotami, ale im picie ze słoika i wyjadanie z dna truskawek przypomina dzieciństwo!!

Przetwory owocowe to moja bajka. Nie robię ich zbyt dużo, bo faktycznie, nie jadamy ich aż tak często, ale na zimne poranki bardzo często dodaję łyżeczkę truskawek, malin czy też powideł do owsianki. Nie przesładzam owoców, nie robię dżemu w stosunku 1:1, ale nie używam też żadnych żelfixów, dżemixów itd. Cenię sobie naturalność swoich produktów. Może zapytacie, że skoro dbam o linię, nie jem słodyczy i unikam cukru, to dlaczego właściwie jem słodzone dżemy? Dlatego, że są ZDROWE!! Czy naprawdę sądzicie, że lepiej zjeść omlet słodzony słodzikiem z dodatkiem izolatu białkowego, ale z jabłkiem bez cukru? Czy to jest zdrowsze, niż omlet z samych jaj i mleka posmarowany łyżeczką (tak, łyżeczką, nie połową słoika) swojej produkcji dżemu? Dla mnie wybór jest jasny.

W mojej tegorocznej kolekcji znajdują się pyszny dżem aroniowo-malinowy, powidła śliwkowe z korzenną nutą oraz...




domowy ketchup!! Raz spróbowałam i już wiem, że nigdy nie kupię w sklepie! Jest troszkę rzadszy, ale to za sprawą braku dodatków E - zagęstników. 

 

A u Was jak jest? Robicie takie pyszności? Zajadacie się nimi zimą? :)

wtorek, 22 lipca 2014

Tydzień Śniadaniowy #5 - naleśniki jaglane z twarogiem i porzeczkami



Witajcie!
Dziś po raz ostatni zapraszam na wpis z cyklu Tydzień Śniadaniowy. Wspominałam wcześniej o kolejnych seriach, takich jak Tydzień Obiadowy czy też Tydzień Przekąsek, jednak pojawią się one wówczas, kiedy uzbieram materiały. A tymczasem dziś zapraszam na




Naleśniki jaglane z twarogiem i porzeczkami


Składniki na ciasto:
3 łyżki mąki jaglanej
jajko
odrobina mleka i wody gazowanej
Składniki na twaróg:
1/2 banana
1/3 kostki twarogu
1/2 kubeczka jogurtu naturalnego
Dodatkowo:
czarne porzeczki
łyżeczka kakao
1/2 kubeczka jogurtu naturalnego


Wykonanie:
Składniki na ciasto miksujemy przy użycia miksera tak, aby uzyskać gładką konsystencję. Smażymy na maśle lub na oliwie z oliwek. Twaróg ugniatamy z jogurtem i rozgniecionym bananem. Usmażone naleśniki smarujemy masą twarogową, a na nią wykładamy porzeczki. Polewę przygotowujemy z jogurtu naturalnego i kakao. 
Pyyycha!

PODSUMOWANIE TYGODNIA ŚNIADANIOWEGO


Prezentowałam Wam moje śniadania, które stanowiły posiłek przedtreningowy, potreningowy, a nawet koktajl na rozbudzenie (śniadanie we dwoje ;) ). Większość to śniadania na słodko, bo tak najbardziej lubię, ale nie zabrakło też kultowego, wytrawnego omleta ;) 
Które z moich śniadań podoba Wam się najbardziej? :)


#1 - omlet kakaowo-cynamonowy z jogurtem naturalnym, ananasem i malinami

#2 - Koktajl jagodowo - kokosowy z nutką pomarańczy

#3 - Bananowa owsianka przedtreningowa z jagodami,porzeczkami i ananasem z polewą z odżywki białkowej

#4 - Omlet z mąki pełnoziarnistej z twarożkiem pomidorowym

#5 - Naleśniki jaglane z twarogiem i porzeczkami




niedziela, 13 lipca 2014

Tydzień Śniadaniowy #4 - omlet na ostro

Żeby nie było, że jadam tylko na słodko ;) Dziś zapraszam na potreningowy omlet na ostro.

Omlet z mąki pełnoziarnistej z twarożkiem pomidorowym


Składniki na omlet:
2 jajka
czubata łyżka mąki pełnoziarnistej
1/3 szklanki mleka
odrobina wody gazowanej
pieprz, czerwona papryka, chili
Dodatkowo:
pół kostki twarogu
pół kubeczka jogurtu naturalnego
4 suszone pomidory
pomidor, sałata

Wykonanie:
Składniki na omlet mieszamy za pomocą miksera. Dzięki dodatkowi wody gazowanej nasz omlet będzie puszysty. Smażę na oliwie lub na maśle. Twaróg rozgniatam widelcem z jogurtem naturalnym i dodaję pokrojone drobno suszone pomidory. Na talerzu podaję z sałatą i pomidorem. 

Pomidory to zdecydowanie moje ulubione warzywa!

Smacznego!


Zobaczcie inne wpisy z serii Tydzień Śniadaniowy:
# 1 - omlet potreningowy z ananasem i malinami
# 2 - koktajl jagodowo-kokosowy
# 3 - owsianka przedtreningowa

sobota, 12 lipca 2014

Tydzień Śniadaniowy #3 - owsianka przedtreningowa

Dzisiaj wreszcie coś przedtreningowego, a nie tylko posiłki potreningowe na regenerację :) Owsianka stanowi mój pierwszy posiłek niemal codziennie (w przypadku jedzenia chyba mogłabym być monotonna, a już owsianka z bananem i masłem orzechowym to chyba nigdy mi się nie znudzi). Czasami w zamian pojawia się kasza jaglana, jogurt z domowym muesli lub ostatnio polecany pudding z nasion chia. 

Bardzo często rano planuję swój dzień, lubię działać wg harmonogramu :P


Najpierw kilka słów o posiłku przed treningiem

1. Posiłek ten jest bardzo ważny, należy go spożyć na godzinę lub maksymalnie dwie przed treningiem. Powinien składać się głównie z węglowodanów, aby dostarczył nam energii. To nie prawda, że jeśli chcemy schudnąć, to powinniśmy nic nie jeść, żyć na liściu sałaty, a po treningu cieszyć się zgubionym milimetrem tu i ówdzie, a z tej okazji po raz kolejny nie jeść aż do następnego ranka. Żeby schudnąć i wyrzeźbić ciało, trzeba jeść!! Odpowiedni posiłek przedtreningowy wpłynie korzystnie na nasz trening i nasze ciało.
2. Pora dnia oraz okres czasu między posiłkiem a treningiem mają znaczenie. Posiłek poranny jest znacznie ważniejszy, niż ten popołudniowy czy też wieczorny, ponieważ jego celem jest obudzenie organizmu, podkręcenie metabolizmu (dlatego pierwszy posiłek zjadamy nie później niż godzinę od przebudzenia!!!) oraz dostarczenie energii na cały dzień. Od niego właśnie zależy, czy będziemy aktywni i pełni życia, czy też cały dzień spędzimy znużeni w fotelu. Oczywistym jest, tak jak już wspomniałam, że ważny jest również odstęp między posiłkiem przedtreningowym, a treningiem. Jeśli zamierzamy ćwiczyć dopiero 2 godziny po posiłku, możemy zjeść np. danie obiadowe - pierś z kurczaka (białko), ryż brązowy (węglowodany złożone) oraz warzywa. Na godzinę przed posiłek taki może stanowić jogurt (białko) z owocami (węglowodany proste) lub koktajl maślankowy. Na pół godziny przed treningiem należy dostarczyć "szybko" energii, dlatego odpowiednie będą węglowodany proste (np. banan, rodzynki - podobno mięśnie wspaniale wykorzystuję energię i antyoksydanty z rodzynek!).
3. Przy komponowaniu diety i wyborze rodzaju posiłku przedtreningowego należy pamiętać o tym, że każdy organizm jest INDYWIDUALNY i inaczej reaguje na dany pokarm. Nie każdy z nas może mieć identyczną dietę i osiągać identyczne efekty. Niektórzy czują się świetnie, jeśli posilą się 30 minut przed treningiem, a inni mają problem z uczuciem pełności, jeśli zjedzą 2 godziny przed treningiem. Należy zawsze słuchać swojego organizmu.

Jak posiłek przedtreningowy i 'nawyki przedtreningowe' wyglądają u mnie?

1. Absolutnie nie mogę wypić kawy nawet godzinę przed treningiem (a jestem miłośniczką kawy!!!), ani żadnego soku. Czuję wówczas, jak wszystko mi się w żołądku miesza, a żołądek po kilku podskokach wypycha się jak balon. 
2. Na godzinę przed treningiem nie mogę zjeść nabiału. Dzieje się dokładnie to samo, co w przypadku kawy. 
3. Nie mogę przed treningiem najeść się do pełna. Po prostu ciężko mi się później ruszać. Jem tyle, żeby czuć już pod koniec ćwiczeń lekki głód. Wtedy jest idealnie.
4. Zazwyczaj ćwiczę rano, wtedy moim posiłkiem przedtreningowym jest owsianka na wodzie z bananem i masłem orzechowym (czasem oczywiście dochodzą różne modyfikacje tego dania). Spożywam owsiankę 30-45 min przed ćwiczeniami.
5. Jeśli ćwiczę po południu, to planuję dzień pod względem diety i ćwiczeń tak, aby zjeść np. 2 godziny po obiedzie, lub przed kolacją. Wtedy między obiadem, a kolacją, wpada przekąska (banan, garść rodzynek, orzechy z bakaliami) na pół godziny przed zaplanowanym treningiem.

Wydaje mi się, że moje nawyki są jak najbardziej prawidłowe. Czuję się świetnie, mam energię do ćwiczeń, mam siłę, czuję się pobudzona, a nie ospała, mój organizm już sam po 2-4 godzinach dopomina się jedzenia.

Poniżej, w ramach Tygodnia Śniadaniowego, podaję przykład mojej owsianki, którą zjadam przed treningiem siłowym. Wtedy ten dodatek odżywki białkowej mi nie przeszkadza, ponieważ nie skaczę, nie biegam, tylko wykonuję ćwiczenia statyczne.

Bananowa owsianka przedtreningowa z jagodami, porzeczkami i ananasem z polewą z odżywki białkowej.
(*odżywek białkowych nie spożywam regularnie, stosuję ją zazwyczaj do fitdeserów, czasami dla smaku lub jeśli po treningu bardzo się spieszę i nie mam czasu na dokładne przygotowanie posiłku, do przyrządzam na ich bazie owocowy koktajl)


Składniki:

3 łyżki płatków owsianych
1/2 banana
1 plaster świeżego ananasa
łyżka świeżych jagód
łyżka świeżych porzeczek
łyżeczka odżywki białkowej
łyżeczka jogurtu naturalnego

Wykonanie:

Płatki owsiane zalewam przegotowaną wodą i przykrywam, aby się zaparzyły. W tym czasie rozgniatam widelcem banana i kroję drobno ananasa. Odkrywam płatki owsiane, mieszam je z rozgniecionym banenem. Całość polewam jogurtem wymieszanym z odżywką i posypuję pozostałymi owocami. Pyycha!


Zapraszam do obejrzenia innych śniadań z mojego Tygodnia Śniadaniowego:



środa, 9 lipca 2014

Tydzień Śniadaniowy #2 - na pobudzenie, we dwoje

Dziś był ten dzień, kiedy mimo tego, że oboje wychodziliśmy do pracy, mieliśmy dosłownie chwilkę na wspólne śniadanie :) Uwielbiam te momenty, śniadanie jest dla mnie najważniejszym posiłkiem, dlatego nie lubię jeść sama, wolę konsumować go przy stole, z rodziną. To takie magiczne chwile na początek pięknego dnia... :) Rozmarzyłam się :) Dziś przygotowałam koktajl jagodowo - kokosowy z nutką pomarańczy, sok pomarańczowy świeżo wyciskany (swój wypiłam szybciej :P ) oraz znane już Wam energetic cookies (dla mnie upieczone ze stewią, dla narzeczonego z cukrem trzcinowym).

Dla mnie był to koktajl potreningowy, kiedy po 2-3 godzinach zjadam kolejny posiłek (niesłodki, nieowocowy).






Koktajl jagodowo - kokosowy z nutką pomarańczy

Składniki:

szklanka jagód
2 łyżki wiórków kokosowych
pół litra maślanki
łyżka świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy
* w wersji dla Mojego T. dodałam mu jeszcze pół banana

Wykonanie: 

całość zmiksować :)



Smacznego!

wtorek, 8 lipca 2014

Tydzień Śniadaniowy #1 - omlet potreningowy

Dziś zapraszam Was na post z cyklu nowej serii pt. "Śniadaniowy Tydzień u FitPanny". W tym tygodniu zamieszczę 5 postów z przykładowymi moimi śniadaniami. Oprócz przepisów, umieszczę też informacje, czy prezentowany posiłek stanowił pierwsze czy drugie śniadanie, bądź też śniadanie potreningowe (najczęściej ćwiczę bardzo rano). Zapraszam na pierwszy post i zapraszam pozostałe bloggerki do czerpania inspiracji oraz dzielenia się swoimi pysznymi śniadaniami :) W kolejnych tygodniach zapraszam na dania obiadowe, kolacje oraz przekąski!

Dziś zapraszam Was na 

omlet kakaowo-cynamonowy z jogurtem naturalnym, ananasem i malinami

(śniadanie potreningowe, za 2-3 h następny posiłek, raczej warzywno-mięsny)



Składniki: 
2 jajka
1/3 szklanki mleka
odrobina masła lub oliwy do posmarowania patelni
pół łyżeczki kakao
2 szczypty cynamonu
2 plastry świeżego ananasa
garść świeżych malin
jogurt naturalny

Wykonanie:
Przygotowujemy ciasto na omlet (każdy pewnie ma swój wypróbowany przepis... jak widzicie, mój omlet zazwyczaj dzielę na części, bo nie chcę się przewrócić; robię go z samych jaj i mleka w następujący sposób: ubijam widelcem pianę z białek, dodaję żółtka, mleko, kakao i wszystko dokładnie mieszam drewnianą szpatułką; używam masła do natłuszczenia patelni)
Usmażony omlet polewam jogurtem, nakładam drobniutko posiekanego ananasa i świeże maliny.
Smaczengo :)

Kwiaty od T. na dobry początek dnia, śniadanie potreningowe, prasówka i Wasze blogi... it seems just perfect ;)





piątek, 4 lipca 2014

Jem SEZONOWO!!

Sezonowe odżywianie wyniosłam z domu. U nas od zawsze zimą jadało się ogórki kiszone, które latem przygotowywałyśmy z siostrą i mamą na podwórku w naszej kuchni letniej, jadało się kapustę kiszoną, tartą i duszoną marchew, buraki... Nikt nie sięgał po pomidory, które eksportowane są z Holandii lub w ogóle nie wiadomo skąd, a na dodatek do smaku pomidora im daleko (przyznam, że teraz zdarzy mi się zimą zjeść pomidora, bo się tęskni, ale jestem przyzwyczajona do tych prawdziwych, szklarniowych, dlatego te smakują mi jak... woda z niczym, smakują jak nic). Nikt nie kupował tych dłuuuugich zafoliowanych ogórków, sałaty, która ładnie wygląda w lodówce nawet 2 tygodnie (wyobrażacie sobie, na czym ona musiała wyrosnąć?), koper używało się mrożony z naszego ogródka... I ludzie jakoś funkcjonowali, nie było takiej epidemii otyłości, jak teraz. Zimą nasz organizm ma większe zpotrzebowanie energetyczne, chociażby z tego względu, że na dworze jest zimno i kalorie są potrzebne na utrzymanie ciepłoty ciała. Jak już wspominałam, pracuję ciężko fizycznie i nie wyobrażam sobie, że na drugie śniadania miałabym zjeść papierową sałatę z papierowym pomidorem i gotowaną piersią z kurczaka. Po godzinie zamarzłabym na śmierć ;)
Korzystam z sezonowych pyszności, póki czas! Zajadam się codziennie owocami, jedząc je na surowo, dodając do śniadań, koktajli, fit deserów :) Żeby narobić Wam ochoty, przygotowałam trochę zdjęć (niestety nie są najlepszej jakości, bo miałam tylko mój telefon, zapomniałam zabrać aparatu...)


Truskawki! Jako, już się kończą, dziś ogłaszam dzień truskawek! Tzn., że zajadam się nimi do woli! Na zdjęcie załapał się królik sąsiadki ;)


Czereśnie! Nie kocham ich tak jak truskawek, ale czasami najdzie mnie ochota i sobie skubię :) Nie lubię ich dodawać do potraw, najlepsze są same.


Morele baaardzo lubię. Są pyszne w połączeniu z jogurtem i truskawkami!


Maliny i borówki - pasują do omletów, owsianek i naleśników. A porzeczki najbardziej lubię takie prosto z krzaczka, chociaż ostatnio odkryłam, że wspaniale komponują się rozgniecione w obecności banana.


Chrupiąca sałata - nie tylko do sałatek, ale u mnie przede wszystkim do śniadaniowych kanapek, Rzodkiewki nie należą do moich ulubionych warzyw, ale najbardziej lubię je podgryzać... w podróży. Nie wiem dlaczego, po prostu wtedy smakują mi najlepiej.


Ogórki małosolne - najlepsze robi mój narzeczony :D Ostatnio były tak smaczne, że zajadałam się nimi bez końca (nie, nie jestem w ciąży :) )

Korzystam z tych wszystkich pyszności teraz. Oczywiście, w moim menu pojawia się też fasola szparagowa, bób, zielony groszek. Nie szukam w sklepie jesienią czy zimą truskawek - olbrzymów, które nie dość, że mają kosmiczną cenę, to jeszcze w ogóle nie smakują truskawkami. Zastanawiam się, czy takie owoce i warzywa, hodowane w sztucznych, stworzonych warunkach, cechują się takimi samymi wartościami odżywczymi... niewątpliwie, zaspokoją zapotrzebowanie na błonnik, może pozwolą nam uzupełnić witaminy, ale przy okazji zjadamy całą masę chemii.

A na koniec - moje najnowsze zdobycze. Na razie na niedzielne śniadanie zaplanowałam placuszki z mąki jaglanej, macie jakieś ciekawe, wypróbowane przepisy na dania z ciecierzycy i amarantusa?

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Energetic cookies - łatwy przepis!


Zapraszam dziś na bardzo łatwy przepis na pyszne Energetic Cookies, czyli ciastka energetyczne. Są rumiane, chrupiące, ale zarazem miękkawe w środku. Słodkie i pożywne, dla mnie idealne na przekąskę przed lub po treningu, albo nawet na szybkie śniadanie w obecności jogurtu i banana. Zajada się nimi cała rodzina :)




Przepis umieszczam w formie takiej foto - fiszki. Możecie ją po prostu skopiować i sobie zapisać. Podoba Wam się taki sposób prezentacji przepisu? 


Można pięknie udekorować na stole malinkami...


... albo czereśniami :)

sobota, 28 czerwca 2014

TURBO WYZWANIE z Ewą Chodakowską - tydzień 1.

Lubicie FIT - wyzwania? Czytałam o najróżniejszych wielokrotnie, łatwo w Internecie można znaleźć przygotowane tabele, treningi, jadłospisy itd. Nigdy nie podejmowałam żadnego, ponieważ łącząc studia z pracą po prostu nie było to możliwe, ćwiczyłam regularnie, ale wtedy, kiedy znalazłam czas - czasem godzinę, czasem 45 minut, a czasem tylko 10-20 minut. Teraz, kiedy mam znacznie więcej wolnego czasu, jako wierna fanka Ewy Chodakowskiej (zostanę jej wielbicielką na zawsze, bo to ona ruszyła mój tyłek  do intensywnych treningów). Dziś mija właśnie 6. dzień TURBO WYZWANIA z Ewą Chodakowską - 30 dni zdrowego jadłospisu, 30 dni bez słodyczy!, 30 dni aktywnych z przerwą na regenerację w niedzielę. Pokażę Wam, jak monitoruję swoje poczynania, jak zmodyfikowałam wyzwanie i jak mi idzie :)

Zaczęłam, zgodnie z prośbą Ewy, od wykonania zdjęcia "PRZED":
Nie należę do początkujących, bo trenuję już ponad 1,5 roku. Na co dzień ćwiczę nie tylko z Ewą, wyszukuję treningi na yt, czerpię inspiracje z innych blogów, czasami biegam, pływam - zależy, na co mam ochotę. Dodaję też trening siłowy, ale z małym obciążeniem, bo jeszcze nie mam odpowiedniego sprzętu. 

MOJE TURBO WYZWANIE:

1. TRENINGI: 

Ćwiczę codziennie zgodnie z zaleceniami Ewy - najnowszy program TURBO WYZWANIE POGROMCA CELLULITU (z modyfikacjami podawanymi przez Ewę na bieżąco na fb), a raz w tygodniu trzymam się swojego treningu siłowego. 

Notuję godzinę treningu oraz wykonany program w danym dniu. 

2. JADŁOSPIS:

Ewa codziennie wrzuca na fb przykładowy jadłospis, który można wykorzystać. Nie jem dokładnie według tej rozpiski, ale zawsze czytam i wykorzystuję niektóre potrawy. Często gotuję obiad na 2 dni i zazwyczaj jest to coś, co można zabrać do pojemnika do pracy. Uważam, że przez lata dbania o linię nauczyłam się prawidłowo i racjonalnie się odżywiać :)
Mój jadłospis, jak wspomniałam, jest bardzo zdrowy, jednak zgodnie z wyzwaniem zupełnie wyeliminowałam słodycze* (zdarzało mi się raz w tygodniu zorganizować wypad na lody). Pracuję ciężko fizycznie i jestem niemal codziennie od godziny 4-5 na nogach, więc pozwalam sobie w dni treningowe na gorzką czekoladę. Jedna aby wyzwanie było naprawdę wyzwaniem, w pierwszym tygodniu ograniczam spożycie gorzkiej czekolady: naprzemiennie danego dnia 1 kostkę, a następnego 2 kostki. Wcześniej zjadałam codziennie 2-4. Planuję w przyszłym tygodniu zjadać 1 dziennie, w kolejnym 1 co drugi dzień, a w ostatnim wyeliminować ją w ogóle. Zobaczymy, co da się zrobić ;)

Zapisuję dokładnie wszystkie posiłki i ich pory oraz sen. Jak widać, zjadam 5-6 posiłków dziennie, a chyba jedynym grzechem (nie-grzechem) jest podjadanie między jednym, a drugiem truskawek lub czereśni (no bo kiedy, jak nie teraz?). Pierwszy raz tak dokładnie prowadzę dziennik żywieniowy i muszę Wam powiedzieć, że to świetna sprawa, która pozwala samemu się kontrolować. Uczy szczerości z samym sobą. Polecam szczególnie początkującym!

Dziś wpadł kieliszek czerwonego półwytrawnego wina na kolację po zasłużonym pracowitym tygodniu. Nie ma tragedii :)

3. REGENERACJA:

W niedzielę, czyli jutro, nie trenuję oraz nareszcie się porządnie wysypiam (jest 22:25, kończę post i uciekam spać!!) :D

* za słodycze nie uważam przekąski owsianej, którą przygotowuję sama - są to energetyczne ciastka owsiane ze stewią i jem je tylko przed lub po treningu, jako posiłek, nie jako dodatkowy słodycz w jadłospisie.

Na koniec jeszcze krótka ocena nowego programu na dvd Ewy.

Czytałam wiele komentarzy, że jest to ulubiony program, bo szybko mija (8 rund, każda po 4 ćwiczenia 20-sekundowe z 10 s przerwy powtarzane dwukrotnie). Jakoś mi w ogóle szybko nie mija. Zawsze robię wersję dla zaawansowanych i muszę przyznać, że faktycznie daje wycisk. Najgorsze są dla mnie 3 pierwsze rundy, jak je przetrwam, to już mogę chyba ćwiczyć w nieskończoność :) Fajne było to, że za pierwszym razem przeleciałam cały trening bez problemu, a na drugi dzień pięknie czułam wszystkie mięśnie! (szczególnie pośladki i uda) Kocham to uczucie! Program jest dość trudny i intensywny, ale ciekawy i urozmaicony. Największy plus jednak nie za sam przebieg treningu, ale za cudowne uczucie PO. :)
Zastanawiam się, czy tylko ja tam mam, czy wszyscy (nie tylko w przypadku tego programu), że nieraz ćwiczę cały program bez problemu, nawet mocno się nie spocę, a czasami, tak jak dziś, jestem zalana potem (aż mi oczy zalewa!) i ledwo mogę przebrnąć przez pierwsze 10 minut. Chyba to po prostu zależy od dnia :) Też tak macie?

Ktoś jeszcze podjął wyzwanie? Jak wrażenia po pierwszym tygodniu? :)

środa, 25 czerwca 2014

Potreningowe LODY

 Zakochałam się w lodach robionych z Wheya z przepisu she-lifts (w ogóle pokochałam Magdę za determinację, 'blogowy' styl, codzienną dawkę motywacji, twórcze przepisy, piękne postępy, zdrowe podejście do jedzenia i za wszystko inne ładne!). Ale wracając do lodów. Zakochałam się od pierwszego zdjęcia w ich wyglądzie, a dokładniej w ich konsystencji, a od pierwszego zakupionego wheya (tak, głównie po to kupiłam po raz pierwszy koncentrat białek serwatkowych!!), w ich smaku, uczuciu pełności... i oczywiście w tym, że są słodyczami dozwolonymi, a nawet wskazanymi po treningu. Głównie w taki sposób spożywam tego całego wheya. Ewentualnie jeszcze w omletach. Pycha. Owe lody mają jeszcze jedną zaletę - robi się je naprawdę szybko i łatwo, nawet w ukryciu przed mamą 
(tak, mam 24 lata i mama zabrania mi jeść białko. Nie pytajcie.). Wstaję rano, pocichutku wyjmuję sekretne pudełeczko z proszkiem z szafki, mieszam, mieszam i zamrażam. A jak mama pyta, co jem, to mówię, że zamrożony jogurt/danio/kakao z bieluchem (w zależności od smaku i koloru wheya). Idealnie :)


Niby łatwe, ale jak się nosi z jakiegoś (???) powodu głowę w chmurach, to i taki przepis można spaskudzić. Pamiętam zawsze podczas przygotowywań lodowej muffinkowej potreningowej babeczki  o tym, aby dodać mało wody/mleka, żeby boska mieszanka już przed zastygnięciem była gęsta i lepka. Dziś nie wiem o czym myślałam (może o tym, co jest powodem tego, że wydałam ostatnie oszczędności na boskie perfumy CK...), nasypałam do kubeczka wheya, a wodę lałam i lałam... no i wyszedł nędzny koktajl. W dodatku z wodą, z mlekiem bym jeszcze wypiła. Blee. Tym sposobem planując wieczór we dwoje (pracujemy razem, a mimo to uwielbiamy wieczory we dwoje i często staramy się, aby były miłe, to dodaje energii na kolejny pracowity dzień, który zaczynamy razem z kurami - o 4.00) i jednocześnie ukręcając białkową maź dodając więcej i więcej wheya, mam w zamrażalniku kilka lodowych babeczek. Zamarzną na skałę, nie będą tak cudownie puszyte. Cóż, a ponoć kobiety mają podzielną uwagę :)

A oto właśnie boska czekoladowo-kremowa konsystencja. Naprawdę warto wciągnąć taką ilość innego kremu czekoladowego mającego milion kcal? ;)