środa, 25 czerwca 2014

Potreningowe LODY

 Zakochałam się w lodach robionych z Wheya z przepisu she-lifts (w ogóle pokochałam Magdę za determinację, 'blogowy' styl, codzienną dawkę motywacji, twórcze przepisy, piękne postępy, zdrowe podejście do jedzenia i za wszystko inne ładne!). Ale wracając do lodów. Zakochałam się od pierwszego zdjęcia w ich wyglądzie, a dokładniej w ich konsystencji, a od pierwszego zakupionego wheya (tak, głównie po to kupiłam po raz pierwszy koncentrat białek serwatkowych!!), w ich smaku, uczuciu pełności... i oczywiście w tym, że są słodyczami dozwolonymi, a nawet wskazanymi po treningu. Głównie w taki sposób spożywam tego całego wheya. Ewentualnie jeszcze w omletach. Pycha. Owe lody mają jeszcze jedną zaletę - robi się je naprawdę szybko i łatwo, nawet w ukryciu przed mamą 
(tak, mam 24 lata i mama zabrania mi jeść białko. Nie pytajcie.). Wstaję rano, pocichutku wyjmuję sekretne pudełeczko z proszkiem z szafki, mieszam, mieszam i zamrażam. A jak mama pyta, co jem, to mówię, że zamrożony jogurt/danio/kakao z bieluchem (w zależności od smaku i koloru wheya). Idealnie :)


Niby łatwe, ale jak się nosi z jakiegoś (???) powodu głowę w chmurach, to i taki przepis można spaskudzić. Pamiętam zawsze podczas przygotowywań lodowej muffinkowej potreningowej babeczki  o tym, aby dodać mało wody/mleka, żeby boska mieszanka już przed zastygnięciem była gęsta i lepka. Dziś nie wiem o czym myślałam (może o tym, co jest powodem tego, że wydałam ostatnie oszczędności na boskie perfumy CK...), nasypałam do kubeczka wheya, a wodę lałam i lałam... no i wyszedł nędzny koktajl. W dodatku z wodą, z mlekiem bym jeszcze wypiła. Blee. Tym sposobem planując wieczór we dwoje (pracujemy razem, a mimo to uwielbiamy wieczory we dwoje i często staramy się, aby były miłe, to dodaje energii na kolejny pracowity dzień, który zaczynamy razem z kurami - o 4.00) i jednocześnie ukręcając białkową maź dodając więcej i więcej wheya, mam w zamrażalniku kilka lodowych babeczek. Zamarzną na skałę, nie będą tak cudownie puszyte. Cóż, a ponoć kobiety mają podzielną uwagę :)

A oto właśnie boska czekoladowo-kremowa konsystencja. Naprawdę warto wciągnąć taką ilość innego kremu czekoladowego mającego milion kcal? ;)


3 komentarze:

  1. hehe mam nadzieje ze mama nie czyta wlasnie postu ;)))))

    OdpowiedzUsuń
  2. Podrzuć mamie jakieś artykuły o białku :)

    OdpowiedzUsuń