poniedziałek, 31 marca 2014

UWAGA na syrop glukozowo - fruktozowy...!!!

Nad dzisiejszym postem pracowałam kilka dni. Zanim jeszcze założyłam bloga, wiedziałam, że chciałabym przekazać kiedyś światu te wszystkie informacje, na temat okropnego, strasznego, okrutnego, złowieszczego SYROPU GLUKOZOWO - FRUKTOZOWEGO. Jest wszechobecny, jest wszędzie... na pozór wydaje się zupełnie nie groźny, słyszy się często "lepiej coś fruktozowego niż biały cukier, przecież to pewnie z owoców". Co gorsza, pojawia się nie tylko w słodyczach, napojach, wyrobach piekarniczych, przetworach mlecznych, ale nawet w produktach dla dzieci, lekarstw dla matek w ciąży (syropy na przeziębienie "bez cukru!"), żywności light i fit (te produkty według mnie to największe pułapki, ale o tym to już inny post innym razem...). 
źródło: http://2.bp.blogspot.com/-1C1p2_Ej668/UupcNdcEWXI/AAAAAAAABsA/SFY0y6dMLWg/s1600/Corn-Im-in-Everything3.jpg

UWAGA!!! 
Przedstawię kilka negatywnych faktów na temat fruktozy. Absolutnie nie znaczy to, że jestem przeciwna jedzeniu owoców. Owoce, oprócz fruktozy, są źródłem witamin i błonnika, uważam, że są ważnymi składnikami naszej diety, podczas, gdy syrop gluzkowo-fruktozowy jest nośnikiem czystej, skoncentrowanej fruktozy (nie pozystkiwanej z owoców, tylko otrzymywanej na drodze reakcji enzymatycznych ze skrobi) i produkty nim dosładzane mogą nawet pokrywać dzienne zapotrzebowanie na węglowodany. Jednak, tak jak we wszystkim - w odpowiednich, racjonalnych ilościach. 
Sama jestem uzależniona od jabłek (kończę post, jest godzina prawie 22 i chrupię ukochane jabłko :) ), codziennie zjadam 1/2 lub 1 banana oraz inne owoce. Myślę, że dziennie są to dwie porcje.  

1. Czym właściwie jest syrop glukozowo - fruktozowy?
Syrop glukozowo-fruktozowy - produkowany ze skrobi kukurydzianej lub pszennej (co ciekawe, około 5% światowej produkcji kukurydzy zużywa się na produkcję słodkiego syropu, który jest bardzo tani i właśnie z tego względu jest atrakcyjny dla producentów żywności). Syrop ten może mieć różne proporcje: 45% glukozy - 55% fruktozy, ale też 10% glukozy i aż 90% fruktozy. W USA stał się główną substancją słodzącą napoje gazowane, stopniowo znajdywał zastosowanie w produkcji pieczywa, słodyczy, napojów mlecznych, a obecnie - stosowany jest bardzo powszechnie także w Polsce. 
Jak widzicie i jak już wspomniałam wyżej - nie jest to fruktoza pozyskiwana ze zdrowych i pysznych jabłek, bananów, gruszek... Niestety nie.

Kiedy w USA zaczęto powszechnie wykorzystywać syrop glukozowo-fruktozowy w produkcji żywności, zaobserwowano wysoki wzrost osób otyłych w kraju. Zaobserwowano ciąg przyczynowo - skutkowy : używamy więcej syropu, mamy więcej ludzi otyłych. Zaczęto nawet syrop nazywać "winowajcą otyłości" w tym kraju. Prowadzone były i nadal są liczne badania, jakie działanie na organizm ma owy syrop. 

2. Dlaczego fruktoza jest zła?
Fruktozę może metabolizować tylko wątroba. Fruktoza po przekształceniu aktywuje w organizmie związki, które pobudzają produkcję tłuszczu. Ponadto, przekształcana jest do związków, które nie biorą udziału w dalszych przemianach metabolicznych, tylko są bezpośrednio wykorzystywane do produkcji trójglicerydów. W efekcie, przy stałym i zbyt dużym spożyciu fruktozy wzrasta poziom VLDL lipidów i triglicerydów w surowicy krwi (czyli "tych złych") oraz następuje proces stłuszczania wątroby. 
Kolejnym negatywnym zjawiskiem jest patologiczny wpływ na bilans energetyczny. Spożycie fruktozy może nie powodować pożądanego uczucia sytości, ponieważ nie powoduje tak znacznego wzrostu insuliny we krwi, który pobudziłby produkcję hormonu sytości - leptyny. Wskutek tego, chociaż dostarczyliśmy już odpowiednią dawkę kalorii, chcemy więcej i więcej, nie czując się najedzeni. 

3. Dlaczego producenci żywności chętniej wybierają syrop glukozowo - fruktozowy zamiast cukru?
Jest on atrakcyjny z technologicznego punku widzenia. Ma postać bezbarwnej cieczy, można go bardzo łatwo dawkować, bez uprzedniego rozpuszczania i ustawiania pożądanego stężenia. Nie ulega krystalizacji i nie jest lepki, co w dalszym etapie produkcji ułatwia pakowanie, transport i przechowywanie produktów. 

Producenci żywności szybko wykorzystali niewiedzę konsumentów i wszystkie możliwe chwyty marketingowe. Na opakowaniu napisane jest "Bez dodatku cukrów - zawiera naturalnie występujące cukry". Później w składzie czytamy, że syrop glukozowo - fruktozowy jest. Jak to się dzieje? No cóż, producenci tłumaczą się, że nie oszukali - nie dodali cukru, a jedynie fruktozę, która jest występuje w owocach, z których składa się dany produkt (to zjawisko dotyczy szczególnie soków).

4. Co może powodować spożywanie syropu glukozowo - fruktozowego?
* Fruktoza, metabolizowana jakby poza kontrolą organizmu, może być przyczyną otyłości (oczywiście, przypominam - nadmiar fruktozy w diecie).
* Z tego względu może sprzyjać zachorowaniu na cukrzycę.
* Kumulacja fruktozy w siatkówce oka może być przyczyną zaćmy cukrzycowej.
* Podwyższa poziom złego cholesterolu.
* Produkty nim dosładzane są bardzo kaloryczne (mimo tego, że posiadają go w składzie nawet produkty light - uważajcie na batoniki fit i muesli!!!)
* Zwiększa odporność organizmu na hormon sytości - leptynę, przez co jesteśmy częściej głodni.
* Nie dostarcza żadnych wartości odżywczych, a kupując produkt niby bez cukru, wraz z nim dostarczamy puste kalorie w postaci cukrów prostych.
* Przez opisane mechanizm częściej mamy ochotę na słodkie!

Jeden z amerykańskich lekarzy zasłynął z powiedzenia, że jeśli miałby podać swojemu 4-letniemu dziecku szklankę soku dosładzanego syropem, to równie dobrze mógłby mu podać szklankę piwa.

Co najgorsze - syrop glukozowo - fruktozowy jest naprawdę wszędzie! Uważajcie, czytajcie etykiety, a wszystkie słodkie fit przekąski i jogurty owocowe najlepiej przygotowujcie sami. Oczywiście, nic się nie stanie, jeśli np. 2 razy w tygodniu zjemy produkt nim dosładzany, ale jeśli ktoś na śniadanie wsunie jogurt z syropem, na drugie śniadanie batonik muesli z syropem, na podwieczorek wypije sok z syropem i jeszcze po drodze przekąsi coś małego z syropem... To nagle staje się on nieodłącznym, choć niechcianym elementem naszej diety.

Bibliografia:
1. Wystrychowski G. i in., Węglowodanowe substancje słodzące, Przegląd Lekarski 2012.
2. Cichosz G., Ambroziak A., Kowalska M., Aljewicz M. 2011. Syrop glukozowo – fruktozowy – zagrożenia zdrowotne. Przegląd mleczarski



środa, 26 marca 2014

Shaker nie tylko do odżywek

Znacie takie zakupy, kiedy najpierw zastanawiacie się, czy daną rzecz warto kupić, a niedługo, po krótkim czasie użytkowania, albo nawet tuż po pierwszym razie stwierdzacie, że... miłość od pierwszego użycia istnieje?! Nazywamy to z moją mamą "zakupami życia" :) Mam kilka takich ukochanych ubrań, butów, kubków, a od niedawna - ukochanego, różowego SmartShakera.


Nie używam odżywek białkowych (potocznie nazywanych whey'ami), ale często miałam ochotę zabrać koktajl lub smoothie do pracy lub jako posiłek po późnowieczornym basenie. Zabierałam zawsze w zwykłym słoiku, a korzystając z okazji, że przyda mi się takie cudo na wyjazd narciarski, kupiłam właśnie SmartShaker. Przyznam się bez bicia - spodobał mi się, bo był różowy. To był taki pierwszy bodziec. Kiedy odkryłam, że ma jeszcze 2 ukryte dna, kupiłam od razu.


Nie jest to zwykły bidon. Oprócz wieczka z ustnikiem posiada jeszcze sitko, które pomaga dobrze wymieszać odżywkę białkową. Pod głównym kubkiem są jeszcze 2 mniejsze pojemniczki - jeden z 4 przegródkami na suplementy diety, a drugi, nieco większy, na odżywkę białkową. Dzięki temu możecie ją przygotować bezpośrednio po treningu. 


Od razu wiedziałam, że dodatkowy skrytki wykorzystam na moje naturalne wspomagacze i przekąski. Co jest jeszcze ważne i czyni ten shaker cudowniejszym, to fakt, że można go myć w zmywarce i wstawiać do mikrofalówki. Można nawet zabrać w nim gorącą zupę (a mi zdarzyło się pić z niego w hotelowym pokoju kawę!)

Cena Smart Shakera w Olsztynie waha się w granicach 30-35zł, na Allegro widziałam podobne ceny. Można nabyć taki SmartShaker z logo popularnej firmy produkującej suplementy - Olimp.

Bardzo polecam, nie tylko ze względu na kolor i ergonomiczny kształt, ale przede wszystkim ze względu na różnorodność wykorzystania :)

Po nartach, na stoku - mleko z odżywką (wyjątkowo dostałam trochę na wyjazd od szwagra, bo po śniadaniu o 7.30 jest dopiero obiadokolacja o 19.30, więc dla dobra swoich mięśni wspomagałam się białkiem, zamiast pizzą na stoku) + migdały i gorzka czekolada


sobota, 22 marca 2014

Pomysł na owsiankę #1 - ulubiona owsianka Fit Panny







Witam Was na szybko w niedzielny poranek :) Wraz z powitaniem wiosny postanowiłam wprowadzić regularne niedzielne joggingi. Jakoś bardziej mi pasuje ta forma treningu właśnie na niedzielę, zamiast skakać i dyszeć śpiącym rodzicom za ścianą.


Owsiankę, którą Wam prezentuję, jem codziennie. Nie, nie nudzi mi się, jak już coś mi bardzo posmakuje, to mogę jeść to codziennie. Nie wiem dlaczego, ale nie lubię owsianki z truskawkami, kiwi, mandarynkami, pomarańczą... mój zestaw owoców i dodatków jest niezawodny. Oczywiście, jeśli tylko mam pod ręką, to czasami dodam zamiast słonecznika - dyni, mniej banana - ale garść rodzynek lub żurawiny, zamiast masła orzechowego - miód. Ale i tak najlepsza jest ta w oryginalnej wersji, gorąco polecam! :)


Składniki:
* pół banana (najlepiej dojrzałego)
* pół dojrzałej gruszki (najlepiej Konferencja)
* 3 łyżki płatków owsianych
* łyżeczka masła orzechowego
* łyżeczka ziaren słonecznika
* szczypta cynamonu

Nie przygotowuję nigdy owsianki na mleku, ponieważ ziarna owsa hamują wchłanianie wapnia z mleka w naszym organizmie!

Wykonanie:
1. Płatki owsiane zalej wrzątkiem i przykryj talerzykiem. Odstaw.
2. W tym czasie pokrój banana na plasterki i zmiażdż widelcem, aby otrzymać 'mus'.
3. Gruszkę pokrój w drobną kostkę.
4. Odkryj płatki i do jeszcze ciepłych dodaj masło orzechowe, wymieszaj.
5. Nałóż mus bananowy i kosteczki gruszki.
6. Posyp słonecznikiem i cynamonem.


SMACZNEGO NIEDZIELNEGO PORANKA!!! :)


środa, 19 marca 2014

Sałatkowy fotomix - 5 pomysłów na warzywka!

Zimą takie sałatki goszczą w moim jadłospisie bardzo rzadko. Powody są dwa: warzywa, takie jak sałata, rzodkiewka, pomidory - są importowane, zazwyczaj z Włoch i z Hiszpanii i aż strach pomyśleć, ile siedzi w tym chemii, skoro muszą one w pięknej formie przetrwać cały transport i w Polsce trafić jeszcze do konsumenta. Kolejny powód: pracuję 4-6h w niskiej temperaturze i taka sałatka tylko wyziębiałaby mój organizm. Wiem, że jeszcze nie wszystkie warzywa są polskie (u nas póki co pomidory, sałata, zielenina), ale kiedy tylko robi się trochę cieplej i pojawia się słoneczko, to aż chce się pochrupać tej zieleniny! :)

Przygotowałam dziś dla Was kilka zdjęć z propozycjami pysznych sałatek. Przygotowuję je czasami w domu i zabieram do pracy, na zajęcia lub w podróż (tzw. lunchboxy), a nawet przygotowuję je w pracy (zabieram z domu umyte składniki). To prosta i bardzo szybka przekąska na drugie śniadanie, dodatek do śniadania, podwieczorek lub kolacja. Polecam! :)

Zdj. 1. Często tak wygląda u mnie śniadanie - 2 jajka na miękko, grzanki z chlebka orkiszowego i bardzo szybka sałatka z tego, co było w lodówce i trzeba było zjeść, żeby się nie zmarnowało - papryka, rzodkiewki, kukurydza + dressing: łyżeczka oleju lnianego, pół łyżeczki musztardy miodowej, pieprz cayenne.

 Zdj. 2. Przekąska przed wyjściem z dziewczynami na ploteczki przy kawie (żeby nie dopadł mnie wilczy głód!): liście świeżego szpinaku, jajo na twardo, pomidor + dressing: jogurt naturalny z pieprzem i odrobiną oliwy z oliwek.

 Zdj. 3. A to sałatka przygotowana w pracy przez mojego ukochanego (pracujemy razem na zmiany i często, kiedy jedno z nas przychodzi, to drugie w międzyczasie szykuje dla obydwojga taką sałatkę). Sałata lodowa, rzodkiewki, natka pietruszki, czarne oliwy + dressing (nie wiem dokładnie, jaki dressing, ponieważ to nie ja przygotowywałam, ale było pyszne :) )

Zdj. 4. Tradycyjny lunchbox: podsmażony na oliwie z oliwek indyk + ryż + sałatka: sałata lodowa, czerwona fasola, pomidor, ogórek, rzodkiewka + dressing: jogurt naturalny, łyżeczka oleju lnianego, pieprz ziołowy, musztarda, odrobina soku z cytryny.

Zdj. 5. Śniadanie przygotowane w pracy dla mojego T. Kanapki z chleba pełnoziarnistego z szynką oraz natką i koperkiem + sałatka: sałata, czerwona fasola, pomidor, rzodkiewka, pestki dyni + dressing: łyżeczka oleju rzepakowego z pomidorami i bazylią (olej rzepakowy jest zdrowy!!!), musztarda, pieprz.

Prawda, że pięknie, zdrowo i kolorowo? :)

Powitajcie wiosnę takimi oto bombami witaminowymi!

niedziela, 16 marca 2014

Seria POKOCHAJ MLEKO: #1 Białka serwatkowe


Ruszam dziś z serią postów POKOCHAJ MLEKO. W czasie swoich studiów poznałam wielu ciekawych ludzi zajmujących się badaniami nam mlekiem i jego przetworami, uczestniczyłam w wielu bardzo interesujących wykładach na temat mleka, zebrałam bardzo dużo artykułów i książek na jego temat, pisałam o napojach mlecznych pracę inżynierską, a nawet sama produkowałam jogurt, mleko zagęszczone, masło, żółty ser. 
Myślę, że mam naprawdę dużą wiedzę na ten temat, dlatego chętnie podzielę się wszystkimi informacjami. Od tygodnia przeglądałam swoje materiały i przygotowywałam się do napisania czegoś ciekawego, mam nadzieję, że moje publikacje przypadną Wam do gustu :) 

W mediach i w opiniach lekarzy, dietetyków, specjalistów pojawiają się 2 zupełnie inne poglądy na temat mleka. Dawna, słynna kampania: PIJ MLEKO - BĘDZIESZ WIELKI, jak również odpowiedź na nią: PIJ MLEKO - BĘDZIESZ KALEKĄ.



Niezaprzeczalny jest fakt, że mleko dostępne w sklepach, poddane procesowi pasteryzacji lub wysokiej pasteryzacji (UHT - Ultra High Temperature), nie jest tak samo dobre, jak mleko prosto od krowy. Ma zupełnie inny smak (kto zna mleko 'ze wsi', ten wie :) ), zniszczeniu ulega 20-30% witamin oraz następuje redukcja aminokwasu lizyny. Mówi się nawet, że mleko UHT to biologiczny trup - tak wysoka temperatura (do 150'C) 'zabija' to co złe i niepożądane (bakterie, które powodują psucie produktu), ale również bakterie, które są korzystne dla naszego organizmu.



Nie rozpocznę tej serii od podstawowych informacji na temat mleka (wartość odżywczą można znaleźć wszędzie). Pierwszy post z mojej mlecznej serii będzie dotyczyć BIAŁEK SERWATKOWYCH (wszyscy piją białkowe serwatkowe odżywki, ale czy tak naprawdę wiecie, ile dobrego w sobie mają te białka?) Zapraszam do lektury.

POKOCHAJ MLEKO 
#1 Białka serwatkowe

Główne białka mleka to kazeina, która stanowi 75-80% wszystkich białek, oraz białka serwatkowe stanowiące 15-20% białek mleka. Do białek serwatkowych zaliczamy: alfa-laktoalbuminę, beta-laktoglobulinę, albuminę surowiczą, immunoglobuliny, laktoferynę i czynniki wzrostu. Ich spożywanie jest korzystne ze względu na bardzo korzystny i zbilansowany skład aminokwasowy tych białek. Spożycie 14g białek serwatkowych pokrywa dzienne zapotrzebowanie dorosłej osoby na aminokwasy!

Prozdrowotne działanie poszczególnych białek serwatkowych

Alfa- laktoalbumina

* Wykazuje zdolność wiązania jonów Ca2+ (jonów wapnia), dzięki czemu wapń w naszym organizmie jest łatwiej wchłaniany (1 szklanka prawdziwego mleka zawiera tyle wapnia, co 6 kg wołowiny!).
* Działanie antybakteryjne.
* Zawiera dużo tryptofanu (aminokwas), z którego w ludzkim organizmie powstaje serotonina, nazywana potocznie hormonem szczęścia. Dlatego spożywanie białek serwatkowych wpływa na nasz dobry nastrój, a nawet ułatwia zasypianie. 
* Chroni przed stanami zapalnymi żołądka i wrzodami.
~ wykorzystywana jest do produkcji odżywek dla niemowląt, rekonwalescentów, sportowców (szczególnie tych, którym zależy na budowie masy mięśniowej)

Beta-laktoglobulina: 

* Zawiera aminokwasy siarkowe (głównie metioninę), które są niezbędne dla utrzymania włosów i paznokci w dobrej kondycji.
* Działanie antyoksydacyjne.
* Działanie antynowotworowe.
* Zwiększa wchłanianie witaminy A w jelicie cienkim.
* Zapobiega infekcjom bakteryjnym i wirusowym.

Laktoferyna:

* Działanie przeciwwirusowe (hamuje wnikanie wirusów takich jak opryszczka, zapalenie wątroby typu C i B, HIV do wnętrza komórek).
* Działanie przeciwbakteryjne i przeciwgrzybicze.
* Działanie przeciwpasożytnicze (hamuje rozwój niektórych bakterii i pasożytów wspomagając odporność organizmu).
* Wspomaga wzrost mikroflory probiotycznej w jelicie modulując jej prawidłowy skład (wpływa to na prawidłowy przebieg procesu trawienia, poprawę wchłaniania witamin i wspomaganie odporności organizmu).

Pozostałe białka serwatkowe:

* Albumina surowicza: jej funkcją jest przede wszystkim utrzymanie prawidłowego ciśnienia krwi.
* Immunoglobuliny: funkcje odpornościowe.

Białka serwatkowe dostępne są na rynku w postaci koncentratów (WPC) lub izolatów (WPI). Nie są to tylko znane Wam wszystkim odżywki, ale również produkty wykorzystywane do produkcji mlecznych napojów funkcjonalnych. Przykładowo, w jogurtach odtłuszczonych mogą zastępować tłuszcz, korzystnie wpływając na konsystencję gotowego produktu oraz jego smak. Zapobiegają też procesowi synerezy, czyli wyciekowi serwatki (widać to często w jogurcie, kiedy otworzymy go i np. połowę zostawimy w lodówce; apropos - większość ludzi wyciek ten wylewa, uważając go za coś niepożądanego... nic bardziej mylnego! To właśnie nasza cudowna serwatka - "wmieszajcie" to zawsze z powrotem w jogurt! :) ). Co ciekawe, białka serwatkowe wykorzystuje się też w przemyśle mięsnym - do nastrzykiwania bloków i batonów wędlin, w celu poprawy wiązania wody, poprawy smaku i konsystencji.  Spotyka je się coraz częściej w produkcji wyrobów cukierniczych, przekąsek, zup w proszku. Znane są też batony proteinowe, które w składzie mają właśnie białka serwatkowe.

Białka serwatkowe są idealne jako suplement białkowy pomocny przy utracie masy ciała!

Pamiętajcie jednak, jeśli zdecydujecie się na zakup odżywki białkowej, aby wybierać te, które mają jak najkrótszą listę składników. Sama ich nie używałam (zamówiłam dopiero swoją pierwszą, którą będę używać tylko jako dodatek do koktajli i fitdeserów, a nie jako zamiennik posiłków), więc na ich temat nie napiszę nic, wielu fitblogerów pisało o nich niejednokrotnie, porównując ich składy, smaki itd. :)


Czy podoba Wam się taki cykl postów? Czy moja publikacja Was zainteresowała? Bardzo proszę o opinie w komentarzach pod postem.

Jak u Was dziś niedziela? Regeneracja? Aktywnie? Dziś rozpoczęłam tydzień przygotowań do regularnych treningów ZWOW Zuzki Light, zrobiłam worout for beginners z jej www, jest moc :) 


Bibliografia:
1. Cichosz G., Czeczot H., Żywieniowy fenomen mleka, Olsztyn-Warszawa 2013
2. Dylewska A., Tomczyńska-Mleko M., Mleko S., Napoje na bazie różnych produktów z serwatki oraz ich właściwości, Przegląd Mleczarski 12/2011
3. Dylewska A., Tomczyńska-Mleko M., Mleko S., Właściwości prozdrowotne napojów mlecznych o podwyższonej zawartości białek serwatkowych, Przegląd Mleczarski 5/2011
4. Brodziak A., Król J., Litwińczuk Z., Białka serwatkowe - właściwości żywieniowe i funkcjonalne, Przemysł Spożywczy, marzec 2012.


czwartek, 13 marca 2014

Bieg na 6 łap... :)


Bieganie zawsze było dla mnie najmniej lubianą formą aktywności fizycznej. Nawet na lekcjach w-fu, które kochałam (zawsze dawałam z siebie 500%!), bieganie oznaczało dla mnie istny koszmar. Kiedy zaczynałam swoją przygodę z "healthy lifestyle", sporadycznie zdarzało mi się wybrać na przebieżkę po lesie za domem (nigdy nie trwała dłużej jak 20 minut).







Wiem, jak dobre dla zdrowia, dla formy, dla sylwetki i dla samopoczucia jest bieganie, dlatego czasami (naprawdę czasami), kiedy najdzie mnie ochota, biegam. Po takiej, nawet krótkiej sesji, czuję się rewelacyjnie. Jestem uzależniona od aktywności fizycznej i kocham to uczucie, gdy wiem, że dałam z siebie wszystko, kiedy czuję wysiłek, pot na ciele i siłę mięśni... :) Wybieram bieganie zazwyczaj w te dni, kiedy nie mam możliwości zrobienia swojego treningu - np. gdy jestem z rodzicami na działce poza miastem (mam tam już swoją trasę 5 km, która ze stretchingiem w połowie drogi zajmuje mi 25-35 minut), gdy wyjeżdżam i mieszkam w małym pokoiku lub kiedy odwiedzam rodzinę i po prostu nie wypada rano w salonie skakać przed ekranem ;)

Ostatnio biegałam we Włoszech, po prawie 30-godzinnej podróży autokarem. Bieg pod górkę w warunkach wysokogórskich był morderczy! 

Wraz ze zbliżającą się wiosną postanowiłam kupić buty do biegania - jako motywator nie do odrzucenia :) Nie są to niestety żadne firmówi, ale są bardzo wygodne i ładne ;) Kupiłam i korzystając z wiosennej aury za oknem postanowiłam wypróbować. Na pierwszy biegowy wypad zabrałam swojego czworonożnego przyjaciela. Nie wiedziałam, czy w ogóle bieg będzie możliwy - mój piesek bardzo lubi się bawić "agresywnie" i bałam się, że zacznie gryźć smycz lub podszczypywać mnie po kostkach. Ku mojemu zdziwieniu, nic takiego nie miało miejsca. Nie biegłam szybko, zatrzymywałam się, kiedy pies chciał obwąchać teren - w tym czasie wykonywałam najróżniejsze podskoki w miejscu, unoszenia nóg itp. Podsumowując - pies był zadowolony z półgodzinnego spaceru, a ja urozmaiciłam sobie tak nielubiane przeze mnie bieganie, dzięki czemu stało się nawet przyjemne. Właśnie taką formę joggingu dla urozmaicenia swojego planu treningowego wybieram! :)



A Wy? Biegacie ze swoimi pupilami? Czy wolicie jednak w pojedynkę?

niedziela, 9 marca 2014

Tydzień po włosku...!

Zaledwie kilka godzin temu wróciłam z tygodniowej narciarskiej podróży, a już tęsknię...! Na nartach nauczyłam się jeździć, gdy miałam 6 lat, a regularnie, co 1 lub 2 lata jeżdżę od około 14 lat. Niestety, mieszkam na północy Polski i jakikolwiek wyjazd musi liczyć więcej niż 2 dni i pochłaniać odpowiednio więcej gotówki. Od kilku lat jeżdżę na narty do Włoch - warunki narciarskie są nieporównywalne do tych w Polsce, a cena tygodniowego wyjazdu, jeśli załapiemy się na first-minute lub last-minute jest zbliżona do tygodniowego pobytu w Polsce.
Włochy pokochałam, gdy odwiedziłam je po raz pierwszy - latem 2009 roku. Zwiedziliśmy wtedy z rodziną malowniczą Toskanię. Zimowe Włochy podbiły moje serce od razu, bez znaczenia, czy są to Dolomity, Dolina Słońca - Val di Sole czy też Dolina Płomieni - Val di Fiemme. W tym roku wybraliśmy się do Doliny Aosty, gdzie widoki są zdecydowanie najpiękniejsze, gdzie dotyka się nieba, jeździ się w samiusieńkich górach... Bez zastanowienia mogłabym zostać tam na zawsze.



Kocham Włochy nie tylko za widoki (zarówno krajobrazowe, jak i na bardzo przystojnych panów ;) ), ale też za przepyszną, aromatyczną kawę, słodkie śniadania, tiramisu, lekką pizzę (naprawdę lekką! nie wiem, czy wiecie, ale prawdziwa włoska pizza jest bardzo cieniutka, z mozarellą i prawdziwymi pomidorami, a nie tłustymi sosami i ciastem z serem w rantach...), narty, słońce... Pełnia szczęścia.

To był bardzo aktywny tydzień. Zawsze, kiedy jeżdżę na narty, wykorzystuję ten czas na aktywność fizyczną w 100%, dzień lenistwa dozwolony jest wówczas, gdy nie dopisuje pogoda.

Dzień wyglądał następująco:
7.00 - pobudka
7.30 - śniadanie
8.00-8.30 - wyjazd na narty
10.00 - 16. 00 - skiing!
(w międzyczasie o godzinie 13.00 przerwa na kawę i drugie śniadanie)
17.30 - 18.30 - powrót do hotelu
18.30 - 19.15 - relax/siłownia/5-minutowy plank
19.30 - obiadokolacja
21.00 - spacer/relax
22.00 - 23.00 - dobranoc :)

Co drugi dzień chodziłam na malutką siłownię, gdzie wykonywałam treningi obwodowe. Sama układałam zestaw i powtarzałam ćwiczenia w połączeniu z intensywnym rowerkiem kilka razy, na koniec zaliczałam seryjkę na brzuch lub pośladki oraz stretching. W dzień bez siłowni robiłam 5-minutowy plank (co minutę zmieniając podpór na łokciach lub na dłoniach).


Jadłospis nie był idealny, określiłabym go jako hiperwęglowodanowy, ale przy tak intensywnym tygodniu i tak zauważyłam, że ładnie pokazały się mięśnie nóg i ubyło trochę brzuszka ;) Śniadania narciarskie w hotelach są podawane w formie szwedzkiego stołu, ale pzeważają produkty bardzo energetyczne: płatki owsiane i zbożowe, jogurt/mleko, croissanty, tosty zazwyczaj z białego pieczywa, żółty ser, salami/szynka, masło, miód, czekolada, dżemy, kawa. Czasami trafi się jajko lub parówka/kiełbaska na ciepło. Zauważcie, że nie ma w ogóle owoców i warzyw. Po prostu tak u nich przyjęte jest narciarskie włoskie śniadanie.

Zjadałam zazwyczaj owsiankę na wodzie z miodem, jogurt naturalny, 2 tosty z ciemnego pieczywa z serem i z dżemem. To zapewniało niezłego powera na cały aktywny dzień ;)

Obiadokolacja jest dopiero wieczorem, u nas była o 19.30 i składała się z 2 dań. Pierwsze do wyboru - zupa lub makaron w różnej postaci (z warzywami, boczkiem, pomidorami, czosnkiem, oliwą). Drugie do wyboru - sztuka mięsa lub talerz serów/talerz szynki. Do tej pory w hotelach zawsze mieliśmy otwarty bufet sałatkowy, gdzie sami komponowaliśmy pyszne sałatki. W tym roku jednak takiego bufetu zabrakło i bardzo nad tym ubolewałam :( Co drugie dzień na deser były owoce. Deseru zazwyczaj zjadałam pół porcji, wyjątek stanowiła przepyszna panna cotta z sosem kawowym ;) 

W międzyczasie, w przerwie śniadaniowej na stoku wypijałam koktajl białkowy i zjadałam porcję migdałów, suszonych owoców, batonika muesli, kanapkę z miodem itp. Nie jadam na stoku większych posiłków, gorzej mi się jeździ z pełnym żołądkiem. Raz skusiłam się na tradycyjne bombardino z czekoladą - to taki mocny, rumowo-ajerkoniakowo-mleczny drink narciarski, podawany na ciepło z bitą śmietaną. Ostatni raz dałam się namówić (jak odmówić przystojnemu kelnerowi? ;) ), bardzo źle mi się jeździ na nartach po alkoholu (tym bardziej, że od kilku miesięcy w ogóle z niego zrezygnowałam). 

Narciarskie BOMBARDINO z czekoladą

To jest naprawdę powód do dumy :)

Na koniec kilka zdjęć:

Na wysokości ponad 2000 m. n. p. m.: -8'C

Godzina 15 w mieście: 28'C w słońcu, 19'C w cieniu! :)

Po co odśnieżać dachy, jak i tak na drugi dzień znów śniegu napada :)

Piękne włoskie uliczki

Z niecierpliwością czekam na przyszły rok i na kolejny wypad na narty!
Są tu jacyś jeszcze narciarze? :)