środa, 6 stycznia 2016

Rafaello wersja FIT

Dziś mam dla Was superszybki, pyszny, sycący i fit przepis na kokosowy deser rafaello. Wykonanie zajmuje kilka minut, potrzeba ciut więcej cierpliwości, bo dopiero schłodzony nabiera mocy :D 

Składniki:
- kostka twarogu 250 g (u mnie półtłusty)
- 2 łyżki serka naturalnego homogenizowanego 0% 
- miarka odżywki białkowej migdałowej
- 40 g wiórków kokosowych
- orzechy nerkowca lub migdały i chipsy bananowe (udało mi się kupić chipsy bananowe w oleju kokosowym)

Twaróg rozgniatamy widelcem z serkiem i odżywką, dosypujemy wiórki kokosowe i dokładnie mieszamy. Masę można mocniej ujednolicić używając blendera, deser będzie bardziej aksamitny (ja przygotowuję go w Thermomixie). Twarogową masę przekładamy do miseczek, posypujemy orzechami i chipsami bananowymi. Deser schłodzić w lodówce przez minimum 1 godzinę. 


U mnie w połączeniu z koktajlem banan-gruszka-mleko kokosowe stworzył sodki posiłek potreningowy :) Dziś pierwszy mocniejszy trening po chorobie, choć energia mnie rozpiera, to szybko łapię zadyszkę. Zaraz wrócimy do formy ;-)











A na koniec zdjęcie z sylwestra, kiepskiej jakości, bo z fotobudki. Drogi T., żeby nie było, że to moje wymysły!


poniedziałek, 4 stycznia 2016

Fit Panna comes back.

Dzień dobry wszystkim.



Nie będę się tłumaczyć, co stało się przyczyną niepisania bloga przez ponad rok. Teraz zatęskniłam, bo lubię pisać, lubię fotografować, lubię gotować, lubię życie fit i lubię się tym dzielić, a nie lubię natomiast zaśmiecać fb codziennymi zdjęciami śniadania czy chwaleniem się kolejnymi przebiegniętymi kilometrami. Tu jest moja ma przestrzeń, która, kiedy wracam myślami do tego 2014 r., bardzo mnie motywowała, nie tylko do bycia fit, ale też do organizacji swoich dni. Ponadto siostra mojego T. w roli Mikołaja sprawiła mi taki oto prezent, myśląc, że nadal jestem wspaniałą bloggerką ;)
Dziękuję Ci M., wiedz, że przyczyniasz się do mojego twórczego powrotu na bloga i zobowiązuję Cię jednocześnie do jego śledzenia! :)






Blog będzie o moim życiu fit, o moim racjonalizmie w diecie, o tym, że można dbać o siebie jedząc wszystko, a nie tylko sałatę i olej kokosowy, będzie też o dniu, na który czekam całe życie, czyli o moim ślubie, o przygotowaniach, planach, treningach, dietach, nie tylko moich (tak, tak, ja do TEGO DNIA zamierzam osiągnąć swoją szczytową formę, od zawsze o tym marzyłam!), bo chcę przygotować też mojego T., a to duże wyzwanie. Tak, mam nadzieję Kochanie, że to czytasz ;-)

Obecnie jestem po chorobie (czyli trzecim porządnym przeziębieniu w ciągu ostatnich 3 miesięcy!!!) i czuję, że jestem słabsza. Dziś zrobiłam pierwszy bardzo delikatny trening, polegający głównie na rozciąganiu. Powoli wracam. Znacie sytuacje ze zdjęcia powyżej? ;)

Pozdrawiam Was ciepło w ten mroźny dzień ;-)
B.

czwartek, 25 września 2014

Domowe przetwory - może nie FIT, ale... ZDROWE!!!

Witajcie po długiej przerwie!
Wracam już na bloga naładowana energią i pomysłami... Nie będzie tłumaczeń (kogo to tak naprawdę interesuje), więc zaczynamy znowu jesienne blogowanie! :)


Dziś kilka słów o DOMOWYCH, pysznych, prawdziwych i niepowtarzalnych przetworach.
Dawniej w naszych domach koniec lata oraz początek jesieni oznaczały piękny, pachnący i kolorowy czas przetworów. Babcie, mamy oraz ciocie odkopywały swoje sekretne przepisy: a to na konserwową paprykę, piękne chrupiące ogórki, kompoty truskawkowe i agrestowe, powidła śliwkowe (przy których na pewno spalono niejeden garnek! Ja mam już na koncie spalone 2...), syropy malinowe na przeziębienie, żurawinę do mięsa na święta... 

Czy w Waszych domach jeszcze się o tym pamięta? Czy już naprawdę wszyscy są TAK BARDZO FIT, że gardzą owocowymi słoikami, co... mają za dużo cukru?...

U mnie w domu rokrocznie robi się masę ogórków. Mamy swój ogród i tylko szukamy pomysłów, co by można zrobić - małosolne, kiszone, konserwowe, z chilli... Zimą je posłusznie wyjadamy, a to do sałatki jarzynowej, a to do kolacji czy też do niedzielnego obiadu.


Mama i tata jeśli trafią na pyszne truskawki (albo jeśli wyjątkowo obrodzą nam nasze krzaczki) robią kompoty, dżemy i nalewki. Nie przepadam za kompotami, ale im picie ze słoika i wyjadanie z dna truskawek przypomina dzieciństwo!!

Przetwory owocowe to moja bajka. Nie robię ich zbyt dużo, bo faktycznie, nie jadamy ich aż tak często, ale na zimne poranki bardzo często dodaję łyżeczkę truskawek, malin czy też powideł do owsianki. Nie przesładzam owoców, nie robię dżemu w stosunku 1:1, ale nie używam też żadnych żelfixów, dżemixów itd. Cenię sobie naturalność swoich produktów. Może zapytacie, że skoro dbam o linię, nie jem słodyczy i unikam cukru, to dlaczego właściwie jem słodzone dżemy? Dlatego, że są ZDROWE!! Czy naprawdę sądzicie, że lepiej zjeść omlet słodzony słodzikiem z dodatkiem izolatu białkowego, ale z jabłkiem bez cukru? Czy to jest zdrowsze, niż omlet z samych jaj i mleka posmarowany łyżeczką (tak, łyżeczką, nie połową słoika) swojej produkcji dżemu? Dla mnie wybór jest jasny.

W mojej tegorocznej kolekcji znajdują się pyszny dżem aroniowo-malinowy, powidła śliwkowe z korzenną nutą oraz...




domowy ketchup!! Raz spróbowałam i już wiem, że nigdy nie kupię w sklepie! Jest troszkę rzadszy, ale to za sprawą braku dodatków E - zagęstników. 

 

A u Was jak jest? Robicie takie pyszności? Zajadacie się nimi zimą? :)