środa, 9 lipca 2014

Tydzień Śniadaniowy #2 - na pobudzenie, we dwoje

Dziś był ten dzień, kiedy mimo tego, że oboje wychodziliśmy do pracy, mieliśmy dosłownie chwilkę na wspólne śniadanie :) Uwielbiam te momenty, śniadanie jest dla mnie najważniejszym posiłkiem, dlatego nie lubię jeść sama, wolę konsumować go przy stole, z rodziną. To takie magiczne chwile na początek pięknego dnia... :) Rozmarzyłam się :) Dziś przygotowałam koktajl jagodowo - kokosowy z nutką pomarańczy, sok pomarańczowy świeżo wyciskany (swój wypiłam szybciej :P ) oraz znane już Wam energetic cookies (dla mnie upieczone ze stewią, dla narzeczonego z cukrem trzcinowym).

Dla mnie był to koktajl potreningowy, kiedy po 2-3 godzinach zjadam kolejny posiłek (niesłodki, nieowocowy).






Koktajl jagodowo - kokosowy z nutką pomarańczy

Składniki:

szklanka jagód
2 łyżki wiórków kokosowych
pół litra maślanki
łyżka świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy
* w wersji dla Mojego T. dodałam mu jeszcze pół banana

Wykonanie: 

całość zmiksować :)



Smacznego!

wtorek, 8 lipca 2014

Tydzień Śniadaniowy #1 - omlet potreningowy

Dziś zapraszam Was na post z cyklu nowej serii pt. "Śniadaniowy Tydzień u FitPanny". W tym tygodniu zamieszczę 5 postów z przykładowymi moimi śniadaniami. Oprócz przepisów, umieszczę też informacje, czy prezentowany posiłek stanowił pierwsze czy drugie śniadanie, bądź też śniadanie potreningowe (najczęściej ćwiczę bardzo rano). Zapraszam na pierwszy post i zapraszam pozostałe bloggerki do czerpania inspiracji oraz dzielenia się swoimi pysznymi śniadaniami :) W kolejnych tygodniach zapraszam na dania obiadowe, kolacje oraz przekąski!

Dziś zapraszam Was na 

omlet kakaowo-cynamonowy z jogurtem naturalnym, ananasem i malinami

(śniadanie potreningowe, za 2-3 h następny posiłek, raczej warzywno-mięsny)



Składniki: 
2 jajka
1/3 szklanki mleka
odrobina masła lub oliwy do posmarowania patelni
pół łyżeczki kakao
2 szczypty cynamonu
2 plastry świeżego ananasa
garść świeżych malin
jogurt naturalny

Wykonanie:
Przygotowujemy ciasto na omlet (każdy pewnie ma swój wypróbowany przepis... jak widzicie, mój omlet zazwyczaj dzielę na części, bo nie chcę się przewrócić; robię go z samych jaj i mleka w następujący sposób: ubijam widelcem pianę z białek, dodaję żółtka, mleko, kakao i wszystko dokładnie mieszam drewnianą szpatułką; używam masła do natłuszczenia patelni)
Usmażony omlet polewam jogurtem, nakładam drobniutko posiekanego ananasa i świeże maliny.
Smaczengo :)

Kwiaty od T. na dobry początek dnia, śniadanie potreningowe, prasówka i Wasze blogi... it seems just perfect ;)





piątek, 4 lipca 2014

Jem SEZONOWO!!

Sezonowe odżywianie wyniosłam z domu. U nas od zawsze zimą jadało się ogórki kiszone, które latem przygotowywałyśmy z siostrą i mamą na podwórku w naszej kuchni letniej, jadało się kapustę kiszoną, tartą i duszoną marchew, buraki... Nikt nie sięgał po pomidory, które eksportowane są z Holandii lub w ogóle nie wiadomo skąd, a na dodatek do smaku pomidora im daleko (przyznam, że teraz zdarzy mi się zimą zjeść pomidora, bo się tęskni, ale jestem przyzwyczajona do tych prawdziwych, szklarniowych, dlatego te smakują mi jak... woda z niczym, smakują jak nic). Nikt nie kupował tych dłuuuugich zafoliowanych ogórków, sałaty, która ładnie wygląda w lodówce nawet 2 tygodnie (wyobrażacie sobie, na czym ona musiała wyrosnąć?), koper używało się mrożony z naszego ogródka... I ludzie jakoś funkcjonowali, nie było takiej epidemii otyłości, jak teraz. Zimą nasz organizm ma większe zpotrzebowanie energetyczne, chociażby z tego względu, że na dworze jest zimno i kalorie są potrzebne na utrzymanie ciepłoty ciała. Jak już wspominałam, pracuję ciężko fizycznie i nie wyobrażam sobie, że na drugie śniadania miałabym zjeść papierową sałatę z papierowym pomidorem i gotowaną piersią z kurczaka. Po godzinie zamarzłabym na śmierć ;)
Korzystam z sezonowych pyszności, póki czas! Zajadam się codziennie owocami, jedząc je na surowo, dodając do śniadań, koktajli, fit deserów :) Żeby narobić Wam ochoty, przygotowałam trochę zdjęć (niestety nie są najlepszej jakości, bo miałam tylko mój telefon, zapomniałam zabrać aparatu...)


Truskawki! Jako, już się kończą, dziś ogłaszam dzień truskawek! Tzn., że zajadam się nimi do woli! Na zdjęcie załapał się królik sąsiadki ;)


Czereśnie! Nie kocham ich tak jak truskawek, ale czasami najdzie mnie ochota i sobie skubię :) Nie lubię ich dodawać do potraw, najlepsze są same.


Morele baaardzo lubię. Są pyszne w połączeniu z jogurtem i truskawkami!


Maliny i borówki - pasują do omletów, owsianek i naleśników. A porzeczki najbardziej lubię takie prosto z krzaczka, chociaż ostatnio odkryłam, że wspaniale komponują się rozgniecione w obecności banana.


Chrupiąca sałata - nie tylko do sałatek, ale u mnie przede wszystkim do śniadaniowych kanapek, Rzodkiewki nie należą do moich ulubionych warzyw, ale najbardziej lubię je podgryzać... w podróży. Nie wiem dlaczego, po prostu wtedy smakują mi najlepiej.


Ogórki małosolne - najlepsze robi mój narzeczony :D Ostatnio były tak smaczne, że zajadałam się nimi bez końca (nie, nie jestem w ciąży :) )

Korzystam z tych wszystkich pyszności teraz. Oczywiście, w moim menu pojawia się też fasola szparagowa, bób, zielony groszek. Nie szukam w sklepie jesienią czy zimą truskawek - olbrzymów, które nie dość, że mają kosmiczną cenę, to jeszcze w ogóle nie smakują truskawkami. Zastanawiam się, czy takie owoce i warzywa, hodowane w sztucznych, stworzonych warunkach, cechują się takimi samymi wartościami odżywczymi... niewątpliwie, zaspokoją zapotrzebowanie na błonnik, może pozwolą nam uzupełnić witaminy, ale przy okazji zjadamy całą masę chemii.

A na koniec - moje najnowsze zdobycze. Na razie na niedzielne śniadanie zaplanowałam placuszki z mąki jaglanej, macie jakieś ciekawe, wypróbowane przepisy na dania z ciecierzycy i amarantusa?